Sylwetki nauczycieli


Pan Antoni Dobosz


DYREKTOR ZE SKRZYPCAMI

„Dla Kierownika szkoły 200 serc uczniowskich głośno dzisiaj bije

i ogromna wdzięczność w tych serduszkach żyje.

Nasze skromne słowa, nie są przecież w stanie wyrazić,

jakie było Jego dla nowej szkoły poświęcenie.

Niezliczoną ilość kroków zrobiłeś Drogi Panie Kierowniku

codziennie ze starej naszej szkoły do nowego budynku.

Tak bardzo sprawą tej szkoły żyłeś

wszystkiego chciałeś dopatrzeć, ciągle się spieszyłeś.

Rozpogódź dziś swe czoło, niech wszelka troska uśnie,

na Twoją twarz zmęczoną niech spłynie szczęścia uśmiech.

A gdy od jutra na lekcjach, w tych pięknych murach

spotykać będziemy się,

skromną zapłatą za Twoje trudy

niech będzie nasze wzorowe zachowanie.

W imieniu wszystkich dzieci i rodziców

Drogi Panie Kierowniku

Życzę Ci dziś radości i sukcesów w pracy bez liku.

Byś miał za co swoich uczniów lubić

i byś mógł się nową szkołą i jej wychowankami chlubić”.

Te oto podziękowania usłyszał z ust małej dziewczynki ( 12 października 1969 roku), podczas otwarcia nowej szkoły, pan Antoni Dobosz. Dzięki jego wysiłkom i staraniom nauczyciele wraz z uczniami nie musieli odtąd „biegać” między trzema budynkami: starą szkołą mieszczącą się do niedawna przy placu św. Józefa, tak zwaną agronomówką ( dzisiejsze przedszkole) i domem prywatnym. Jedna z sal lekcyjnych znajdowała się bowiem dawniej u pana Kobosa.

Pan Dobosz przejął pałeczkę od pani Starostki, która odeszła na emeryturę. Był jej godnym następcą, placówka trafiła w naprawdę dobre ręce. Uczył geografii, wykładał z pasją, wzbudzał zainteresowanie swoimi lekcjami. Nie chciał jednak, by uczniowie podróżowali tylko „palcem po mapie” (często z niej odpytywał). Zabierał ich na wycieczki do Krakowa, Łańcuta, Ojcowa, Oświęcimia, pokazywał im piękno ojczystego kraju. Wyznawał zasadę „Cudze chwalicie, swego nie znacie, sami nie wiecie, co posiadacie”. Wyjeżdżano także w Pieniny, Góry Świętokrzyskie.

Zależało mu na tym, aby luszowskie dzieci nie czuły się gorsze od swoich rówieśników z większych miast, by nabrały ogłady, obycia, nauczyły się samodzielności. W owych czasach te wszystkie wojaże stanowiły wielką atrakcję. Sam nie miał takich możliwości, będąc w ich wieku. Pochodził z licznej rodziny. Bardzo przeżył śmierć mamy, a że niemal zbiegła się ona z datą jego imienin, przełożył ich świętowanie (na stałe) z czerwca na styczeń .

Na jego psychice zaważyły także przeżycia II wojny światowej. Jako młody chłopak został przymuszony przez Niemców do kopania grobów, patrzył na egzekucje Żydów. Bezwzględni oprawcy spychali do rowów swe ofiary, mimo tego, że jeszcze żyły. Grzebał je, słysząc dławiony przez piasek krzyk. Nie mógł nic zrobić.

Nauczycielem nie został z przypadku, ale z powołania. Kochał swoją pracę! Miał trudne warunki do nauki. Kształcił się w Tarnowie, mieszkał na stancji. Gdy chciał odwiedzić bliskich w Luszowicach ( to tu się wychowywał, dlatego tak dobrze znał to środowisko), często drogę z Tarnowa do wsi pokonywał pieszo. Był dumny z osiągnięć swoich podopiecznych, zawsze wyciągał do nich rękę. Chciał, aby ich edukacja nie kończyła się na etapie szkoły podstawowej.

Dyrektor Antoni był dżentelmenem. Zwracał uwagę na schludny i czysty ubiór, stosowanie form grzecznościowych, odpowiednie zachowanie uczniów (zwłaszcza wobec starszych, nauczycieli, rodziców) w szkole i poza nią. Uczył szacunku do każdego człowieka. Był bardzo religijny. Interesował się tym, co dzieci robią po zajęciach, gdzie i z kim spędzają Czas, czy aby nie wałęsają się po nocach.

Nie obce mu były wzory matematyczne, figury geometryczne i doświadczenia wykonywane na lekcjach fizyki. Pan Dobosz pięknie śpiewał, miał doskonały słuch muzyczny, a przez uchylone okna klas wydobywały się cudne dźwięki skrzypiec, na których grał. Potrafił też wyłaniać talenty muzyczne, pomagał wychowankom je rozwijać.

Lubił sport, zabiegał u władz samorządowych o lokalizację boiska. Wszak „w zdrowym ciele, zdrowy duch” W swej pracy był dokładny i obowiązkowy, wszystko musiał mieć „zapięte na ostatni guzik”. Cechowała go punktualność. Tego samego oczekiwał od nauczycieli i uczniów. Dbał o porządek i dyscyplinę. Cieszył się szacunkiem i budził respekt, był surowy tylko z pozoru. Stawiał bardzo wysokie wymagania, ale wymagał też od siebie.

Wiele osób pamięta go jak (z rękami założonymi z tyłu) przechadzał się po korytarzach i podwórku szkolnym doglądając „swych włości”

Kochał swoją rodzinę, był wzorowym mężem i ojcem, a potem przez krótki czas dziadkiem. Szanował swoją żonę, doceniał jej pracę.

Przegrał walkę z ciężką chorobą w 1981 roku – ale nie życie!